wtorek, 1 lipca 2014

Opinia - to wróg czy przyjaciel rozwoju?

Witajcie Kochani!


W dniu wczorajszym przeżyłam coś, czego jeszcze bez nadmiernych emocji nie potrafię przeżyć tak po prostu. Tym czymś jest słuchanie negatywnych opinii na temat swojej pracy, działań i zadań, w które się angażuję. Napisałam coś z pasją! Z myślą o tym by wnieść nowość, wnieść kreatywność i powiew młodości. Chyba jednak zbyt mocno przywiązuję się do czyjejś opinii i do tego co tworzę. I dlatego mnie to boli. A Was?

Temat dystansu wobec siebie i swojej twórczości, to kwestia ciągnąca się za mną odkąd świadomie pamiętam. Przeszukując w związku z tym zasoby internetu oraz księgarń i bibliotek dochodzę jednak do wniosku, że nie tylko ja mam problem z dystansem wobec opinii innych na mój temat.

Z wykształcenia jestem pedagogiem, doradcą zawodowym i personalnym. W czasie studiów co chwilę miałam do czynienia z opinią innych. Często jednak opinia ta wkraczała na bardzo niebezpieczny grunt, czyli na grunt krytyki. Bowiem podszyta była konkurencją, a nie próbą wzajemnego "podnoszenia kompetencji, współdziałania".

Linia dzieląca opinię od krytyki jest tak cienka, że w bardzo szybki sposób można zamiast pomóc innym, uciąć im dopływ kreatywności, zaangażowania, pasji.

Szczerze napiszę, że naród polski, w przeważającej większości, nie potrafi przekazać swojej opinii w taki sposób, by wspomóc czyiś rozwój. Najczęściej traktuje się opinię, jak szansę na to, by komuś dopiec.

To przykre i smutne. Dlaczego? Bo w procesie rozwoju, który u człowieka trwa całe życie - jedyną szansą na rozwój jest budująca opinia, informacja zwrotna, feedback - jak zwał tak zwał :)

Mam zatem pytanie - dlaczego nie potrafimy dać komuś wskazówki, przedstawić prywatne odczucia na temat opiniowanego działania czy dzieła bez ranienia i bez gaszenia czyichś radości?

Mam wrażenie, że problem tkwi w tym, że w czasie opiniowania nie staramy się popatrzeć "oczami opiniowanego". Nie próbujemy się chociaż w niewielkim stopniu postawić się na jego miejscu. Nie interesujemy się tym, jak wiele zrobił, by to co stworzył miało taki, a nie inny efekt końcowy.

Proponowanych jest bardzo wiele sposobów przekazywania informacji zwrotnej, a taką koronną metodą jest tzw "metoda kanapki". Ale z tego co zauważyłam, teoria teorią, a życie robi dalej swoje.

Może tym razem wypróbujmy tę metodę:
Zachęcam do tego, by po prostu każdego dnia przed wyrażeniem opinii spróbować odwrócić trochę sytuację. Jeśli przyjdzie Ci zaopiniować czyjeś działanie, czy też stworzone przez niego dzieło spróbuj wyobrazić sobie, że to Ciebie dotyczy ta opinia. Poczuj to, jak najczęściej odbierasz źle skonstruowaną opinię/informację zwrotną.

Zachęcam, byś to robił przez cały najbliższy tydzień!
A już w przyszłą środę napiszę Wam o tym, jak mi się udało przeżyć to zadanie i...
...i zastanowimy się wspólnie jak zmniejszać poziom zakochania w swoim dziele, jak uciszać ego, by zamiast wrzeszczeć oraz dopraszać się uwagi, współpracowało z nami.

...Bo ostatecznie chcemy się uczyć, a bez uzyskania informacji zwrotnej nie da się nauczyć czegoś skutecznie... Dlatego opinię powinniśmy traktować jak przyjaciela, a nie jak wroga!
Jak to zrobić?

O tym już w środę :)
Do zobaczenia i pamiętajcie o "TYGODNIU ZDROWEGO PRZEKAZYWANIA OPINII"
Bądźmy świadomi tego, jak wielkie emocje związane są z przyjmowaniem opinii i pamiętajmy, że krytykując podcinamy skrzydła, a nie dodajemy animuszu.

Zapraszam do spisywania wniosków, to niezwykle potężna lekcja na swój temat!

Pozdrawiam
Sylwia :)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz