środa, 23 lipca 2014

Czy czasem trzeba walnąć pięścią w stół aby inni Cię szanowali?

Witajcie Kochani!


Wczoraj i dziś przyszło mi wypróbować jak to jest, kiedy człowiek wyznacza granice. I napiszę Wam, że to ryzykowne wyzwanie ale się po stokroć opłaca. 

Dlaczego? I skąd mi się to wzięło?
Uczeni jesteśmy od małego, że należy żyć ze wszystkimi w zgodzie. Należy pierwszemu kończyć kłótnie. Należy też jak najszybciej się z kimś pogodzić. Z czasem i doświadczeniami człowiek uczy się ważnej lekcji, że dopóki będziemy pozwalać innym by wykorzystywali naszą dobroć by ukryć swoje występki, swoją opieszałość, dopóty będą oni skrzętnie wykorzystywać tę możliwość. Im dłużej człowiek będzie się dawał, tym jego poczucie własnej wartości będzie poniżane. A to już bardzo blisko do depresji.

Jednak nie sztuką jest używać do tego siły swoich pięści, ale sztuką jest cierpliwie przedstawiać argumenty. Sztuką jest też bycie wytrwałym w tym, by przekazać światu jakie zachowanie innych może stać się przyczyną kłopotów. 

Nie jestem zwolenniczką asertywności. Od początku ten kierunek jawi mi się jako sztuczny twór wymyślony po to by zachęcać człowieka do nieprzemyślanego wypowiadania swoich opinii. Często bardzo bolesnych dla adresata. Dlatego staram się zapanować nad emocjami nim powiem komuś o drugiej osobie coś niemiłego. Zwłaszcza wtedy kiedy jestem tylko osobą relacjonującą wydarzenie a nie jego czynną uczestniczką.

Ten tekst powstał jako odpowiedź na to, co spotkało mnie wśród ludzi, z którymi codziennie jestem przez 8 godzin i chcąc niechcąc zawsze może pojawić nieprzyjemna sytuacja. Grunt, to opanować emocje i jeśli argumenty, których mam użyć są prawidłowe, jestem ich pewna, to wytrwać. Zwłaszcza wtedy, kiedy ktoś próbuje mnie poniżyć, zrobić ze mnie ofiarę.

Tutaj liczy się inteligencja i mądrość.
Po pierwsze spokój, zero emocji - przynajmniej na zewnątrz i bycie sobą :)
Jeśli innym się to nie podoba, to przecież nie musi się do mnie odzywać.
Ja dam radę!
Są sposoby, by załatwić sprawę przez pośredników.

Szkoda tylko, że nie każdy potrafi przyjąć z pokorą to, że popełnił błąd. Obrażanie się na innych to dziecinada. 

I na koniec - ja nadal będę się odzywała do osób, które mnie negatywnie opiniują. Bo grunt to być sobą, przedstawić argumenty, wcielić w życie ustalenia i normalnie funkcjonować w społeczeństwie.

Trudno jest przyznać się do błędu, do uchybienia, ale warto. Jednak tylko wtedy, kiedy to naprawdę Ty czy ja popełniliśmy ten błąd, a nie dla przysłowiowego "świętego spokoju".

Bo jak nie to po pewnym czasie pozostanie nam tylko objawić emocje i walnąć pięścią w stół - a to już objaw ludzkiej niemocy.

Życzę Wam odwagi do tego by przyznać się do błędu.
Odwagi do tego by zaakceptować negatywne emocje z tym związane.
Oraz radości z ustalania granic!

Pozdrawiam serdecznie:
Paradowska Sylwia - autorka :)

2 komentarze:

  1. Dokładnie TAK!!! Trzeba mieć ogromnie dużo pokory, żeby przyznać się do błędu. Bardzo mało ludzi to potrafi. Tylko to ich problem, oni muszą z tym żyć i co dzień patrzeć w lustro ;) Cierpliwość .....dla mnie ciężki temat (mam sporo cech z choleryka;)),choć wiem, że i tą cechę można w sobie "przepracować" jeśli tylko chcemy. Cierpliwość, spokój i UŚMIECH to najbardziej wkurza zakompleksione jednostki ;). Świetny wpis Sylwia proszę o jeszcze:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :) To jeden z tych mniej przyjemnych wpisów o życiu :)

      Usuń